Prawie 90 proc. mieszkańców krajów Unii Europejskiej nie ma żadnego
problemu z założeniem telefonu stacjonarnego, tyleż samo jest zadowolonych
z jakości tych usług, a połowa uważa, że nie przepłaca za nie.
Kiedy tak będzie w Polsce? Optymiści twierdzą, że może za 2 - 3 lata.
O prawach konsumentów na rynku usług telekomunikacyjnych Unii Europejskiej
mówiono podczas konferencji, która odbyła się w Warszawie. Mieszkańcom UE
można tylko pozazdrościć, gdy chodzi o usługi telefonii stacjonarnej i
komórkowej. Operatorzy prześcigają się w korzystnych ofertach dla
konsumentów. W porównaniu z Polską ceny połączeń są dużo niższe. O tym, że
tak jest, decyduje konkurencja, a także organizacje konsumenckie, które
dokładnie przyglądają się, jak operatorzy traktują klientów.
- Wymagamy, by firmy telekomunikacyjne zawsze informowały konsumentów o
cenach usług, minimalnym czasie obowiązywania umowy abonenckiej, warunkach
jej rozwiązania - mówiła Annick Gaime z Krajowej Rady Konsumenckiej z
Francji. Rada określiła, jak powinien wyglądać prospekt informacyjny dla
klientów, który musi opracować każdy operator.
W Unii skargi na operatorów należą do rzadkości i dotyczą głównie telefonii
komórkowej. Niezadowolonych, w zależności od kraju, jest od 2,5 do 6 proc.
abonentów.
Konkurencji nie widać
Formalnie nasz rynek telekomunikacyjny został zliberalizowany. Czy jednak w
Polsce istnieje konkurencja? Czy konsumenci mają rzeczywiście wybór? - Mimo
formalnej liberalizacji rynku telekomunikacyjnego nadal nie ma na nim
konkurencji - twierdziła Grażyna Rokicka, prezes Stowarzyszenie Konsumentów
Polskich. - Na rynku połączeń lokalnych mamy duopol, tzn. w każdym z byłych
49 województw udzielono jednej koncesji na prowadzenie działalności.
Większość z nich pozostała martwa, a działający operatorzy lokalni wciąż
borykają się z trudnościami wynikającymi z konieczności współpracy z TP
SA - operatorem monopolistą. TP SA ma nadal ponad 90 proc. udziału na tym
rynku - zwracała uwagę Rokicka.
Stowarzyszenie Konsumentów Polskich przeprowadziło badania dotyczące
konkurencji między operatorami, stąd konkretne dane i wnioski. W 2001 r.
tylko trzech operatorów uzyskało możliwość konkurowania z TP SA na rynku
połączeń międzymiastowych. - Konkurentów skutecznie blokowała jednak
Telekomunikacja. Kiedy Niezależny Operator Międzystrefowy rozpoczął
wreszcie świadczenie usług i osiągnął kilkunastoprocentowy udział w tym
rynku, przepychanki związane z niechęcią TP SA do rozliczania się za
połączenia doprowadziły do utraty klientów przez NOM. Obecnie jego udział
nie przekracza 1 proc. Trudno więc mówić o konkurencji - podkreślała prezes
SKP.