Piotr Kardyś – czytelnik Gazety Wyborczej ma w swoim domu drewniany słup telefoniczny.
Słup na działce Piotra Kardysia stał od lat 60. W 2001 r. właściciel działki postanowił wybudować tam dom – pisze Wyborcza.
– Poprosiłem wtedy, by TP SA przesunęła linię. Najpierw się zgodzili. Umówiliśmy się, że koszty pokryjemy po połowie, ale potem się wycofali – opowiada Kardyś. – Powiedzieli, że jak chcę, to mogę ją przesunąć sam. Wyliczyłem, że kosztowałoby mnie to 20 tys. zł.
Kardyś złożył zażalenie do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który stwierdził, że zgoda właściciela działki na budowę linii telefonicznej była niezbędna, i to, że nie protestował, nie oznacza, że się na nią zgodził. NSA odesłał sprawę do wojewody. Kilka dni temu wojewoda przyznał Kardysiowi rację – informuje Wyborcza. Ucieszony Piotr Kardyś stwierdził – Wygrałem bitwę, ale nie wojnę.
Decyzja wojewody nie oznacza, że słup zniknie natychmiast z jego kuchni, bo starostwu powiatowemu w Kolbuszowej, które kiedyś wydało zgodę na budowę linii, i TP SA przysługuje odwołanie. – Sprawę pana Kardysia badają nasi radcy prawni. To nie nasza wina. To urzędnicy postępują opieszale i zmieniają wcześniej podjęte decyzje. Nie zdecydowaliśmy jeszcze, co w tej sprawie zrobimy – twierdzi Izabella Szum z TP SA w Krakowie.