Sąd arbitrażowy w Londynie uznał, że Elektrim nie mógł przenieść akcji Ery do swojej spółki zależnej. Uznał jednak także, że działanie takie nie naruszyło umowy wspólników Ery. Gdyby było inaczej, Elektrim i francuski koncern Vivendi musiałyby sprzedać 51 proc. udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej (właściciela sieci komórkowej Era i Heyah) według ich wartości nominalnej, czyli za grosze - czytamy w Życiu Warszawy.
A tak dwaj wspólnicy nadal mogą się targować z Deutsche Telekom (DT) - według ostatnich doniesień, za 51 proc. udziałów w PTC chcą 1,3 mld euro.
Elektrim, który pod koniec lat 90. potrzebował pieniędzy, utworzył spółkę Elektrim Telekomunikacja, do której przeniósł m.in. posiadane udziały w PTC. Następnie sprzedał 51 proc. udziałów w ET na rzecz Vivendi, oddając w ten sposób Francuzom kontrolę nad większościowym pakietem. O to właśnie procesuje się DT, który zgromadził pozostałe 49 proc. udziałów w PTC. Niemcy uznali, że Elektrim nie miał prawa przenosić udziałów PTC do Elektrimu Telekomunikacja, bo wspólników PTC obowiązuje prawo pierwokupu. Czyli zanim Elektrim przeniósł udziały PTC, powinien zapytać DT, czy nie chciałby tych udziałów odkupić.
Zarówno Vivendi, jak i Elektrim są dziś mocno zadłużeni i chcą sprzedać telefonię komórkową, aby zdobyć pieniądze na spłatę długów. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji sądu - powiedziała Ewa Bojar, rzecznik prasowy Elektrimu. Ucieszyli się też akcjonariusze - kurs Elektrimu poszedł w piątek w górę o ponad 8 proc.