Terminale doładowujące konta kart telefonicznych zyskują na popularności - są bezpieczniejsze od tradycyjnych zdrapek - czytamy w Życiu Warszawy.
Do niedawna jedyną możliwością zwiększenia limitu na karcie były kupony ze zdrapką. Sytuacja zaczyna się zmieniać, ponieważ coraz więcej jest elektronicznych terminali. - Od trzech miesięcy doładowuję kartę w ten sposób. Mojemu znajomemu zdarzyło się, że po zakupie zdrapki, jego kod został już przypisany innemu użytkownikowi - opowiada Maciej Chrust z Mokotowa. Co się wtedy dzieje?
Użytkownik musi się zgłosić z nieszczęsną zdrapką do operatora telefonii komórkowej i tam dochodzić swoich praw. A jak jest z terminalami? - Z nimi nie ma akurat takiego problemu, bo łącząc się bezpośrednio z operatorem poprzez Internet urządzenie ma wgląd do aktualnej listy dostępnych kodów. Nie ma więc możliwości, by maszyna pobrała kod już wykorzystany - zapewnia Renata Gawkowska z firmy PolCard. Okazuje się, że poza kwestią bezpieczeństwa, równie ważnym czynnikiem jest dobry dostęp do tych urządzeń. - Miałem na przykład problemy ze znalezieniem punktu z czerwoną łapą Heyah. A terminale są dostępne w supermarketach, na stacjach benzynowych, a nawet w punktach fotograficznych - mówi Chrust.
Taka forma sprzedaży jest również na rękę sprzedawcom. - Dzięki terminalom nie musimy z góry inwestować pieniędzy. Rozliczamy się dopiero po dokonanych transakcjach - mówi Dariusz Jakubowski, dyr. handlowy w firmie Promaco. Pracę urządzeń kontrolują bezpośrednio tzw. centra rozliczeniowe. W Europie Zachodniej telefony ładuje się głównie poprzez systemy elektroniczne.