Telefon komórkowy przestał służyć tylko do rozmawiania. Poinformuje o wyniku meczu, znajdzie najbliższy bankomat, dostarczy rozrywki. Blisko 20 proc. przychodów polscy operatorzy mają już z tzw. usług niegłosowych.
"Wysyłam SMS literka po literce..." - śpiewała przed kilkoma laty Ewa Bem. Choć krótkie wiadomości tekstowe wciąż są najpopularniejsze, piosenkarka śmiało mogłaby teraz nagrać utwór o którejś z nowych usług multimedialnych.
Telefony z kolorowymi wyświetlaczami, szybszą transmisją danych GPRS, czy oprogramowaniem do gier Java stanowią już połowę wszystkich w zachodniej Europie, zaś w Polsce - jedną trzecią. Klienci zyskali zupełnie nowe możliwości i - co najważniejsze - zaczynają z nich korzystać. - Przekroczyliśmy masę krytyczną - ocenia firma konsultingowa AT Kearney.
Nic dziwnego, że europejski rynek usług niegłosowych w komórkach odnotowuje wzrosty, o których można tylko pomarzyć. Według szacunków duńskiej firmy doradczej Strand Consult w ubiegłym roku jego wartość - nie licząc SMS-ów - przekroczyła 6 mld euro, a w tym roku ma sięgnąć 13,4 mld.