Elżbieta Marczak z Bałut dostała rachunek z Telekomunikacji Polskiej SA, w którym widnieje m.in. spora kwota pod pozycją "połączenia z internetem (czyli numerem 0202122). Problem jednak w tym, że łodzianka... nie ma i nie miała komputera.
Na dodatek ponad połowa numerów na billingu, który otrzymała jest jej kompletnie nieznana, pisze "Express Ilustrowany". Pechowa abonentka ma zapłacić prawie 700 zł. "We wrześniu 2003 roku przeprowadziłam się do nowego mieszkania i zamówiłam przeniesienie linii telefonicznej w pakiecie socjalnym" - relacjonuje Elżbieta Marczak.
Rachunek za wrzesień wyniósł 115 zł, a za październik 697 zł. Wcześniej moje rachunki nie przekraczały 100 zł. Kilkakrotne reklamacje zostały odrzucone. Podejrzewam, że przez jakiś czas do mojego numeru były podłączone inne osoby, po podniesieniu słuchawki słyszałam jakieś rozmowy. Skończyło się to, gdy złożyłam pierwszą reklamację. Kiedy do mieszkanki Bałut dotarły pierwsze rachunki, zażądała szczegółowego wykazu połączeń. Wynikało z niego, że telefonowała wielokrotnie do Nowego Sącza, Warszawy, na policję. "Nigdy takich rozmów nie wykonywałam. Większość numerów wymienionych w billingu jest mi kompletnie nieznana" - twierdzi Elżbieta Marczak. Na dodatek okazało się, że jakoby wykonywałam połączenia teleinformatyczne, czyli surfowałam po internecie. A przecież w życiu nie miałam i nie mam komputera. Nie jest też możliwe, żeby robił to ktoś inny, bo mieszkam sama. Telekomunikacja Polska SA, mimo że już kilkakrotnie odrzucała reklamacje łodzianki postanowiła ponownie wyjaśnić sprawę. "Wyjaśnimy, jak to się stało. Mieliśmy już podobny przypadek, gdzie pani w podobnej sytuacji reklamowała i też mieszkała sama, ale odwiedzał ją kuzyn z laptopem, który w ten sposób obciążał jej rachunek" - mówi Zbigniew Drohobycki, rzecznik TP SA. To jednak nie pierwszy przypadek reklamacji rachunku właśnie po zmianie linii lub pakietu.