Rząd Białorusi przerwał i unieważnił przetarg na kolejnego, czwartego operatora telefonii komórkowej. Najprawdopodobniej władze zorientowały się, że żaden zagraniczny inwestor nie zdecyduje się na złożenie oferty. Ale wcale nie czują się tym zrażone - informuje "Gazeta Wyborcza".
Ministerstwo łączności wydało na swojej stronie internetowej komunikat, w którym informuje, że prezydent Aleksander Łukaszenko wydał mu polecenie dostarczenia usług telefonii komórkowej na terytorium całej Białorusi. Resort ma stworzyć operatora, którego jedynym udziałowcem będzie państwo. Oferowałby on usługi do końca 2015 r., a budowa sieci rozpoczęłaby się już w przyszłym roku.
Prezydent Łukaszenko uznał, że tylko państwowy operator jest w stanie dostarczyć usługi GSM wszystkim obywatelom Białorusi, zwłaszcza żyjącym na terenach wiejskich. Ministerstwo "wyraziło wdzięczność" firmom starającym się o licencję GSM i "liczy na przyszłą współpracę".
Jednak zagraniczni inwestorzy wcale nie garnęli się do udziału w przetargu, w którym mogli liczyć najwyżej na 49 proc. udziałów, a reszta miała pozostać w rękach państwa, a dokładniej należącego doń przedsiębiorstwa Mińska Miejska Sieć Telefoniczna. Licencja opiewała zaledwie na 5 lat, choć światowym standardem jest co najmniej 15 lat. Potencjalni inwestorzy musieliby się też liczyć z rozmaitymi nieformalnymi daninami na rzecz białoruskiej gospodarki, a nawet zmianą warunków koncesji.
Rządowe źródła białoruskie twierdziły, że zainteresowany nim jest szwedzki koncern Tele2, a nawet "jeden z polskich operatorów". Były to jednak twierdzenia mocno na wyrost, skoro rząd musiał przedłużyć termin składania ofert z 21 września na 19 października. W piątek zaś ogłosił przerwanie przetargu.
W liczącej 10 mln mieszkańców Białorusi jest 1,7 mln użytkowników telefonii komórkowej i trzech operatorów: MCS Velcom, MTS i BelCell. Dwaj pierwsi obsługują sieci GSM i mają decydujący udział w rynku. BelCell to operator amerykańskiego systemu CDMA i ma symboliczną liczbę abonentów. Zdaniem analityków Białoruś może stanąć wobec poważnego zagrożenia monopolizacji rynku przez faworyzowanego przez rząd w pełni państwowego operatora, któremu nie będą w stanie się przeciwstawić pozostali operatorzy. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w większość udziałów w każdym z nich pośrednio również ma państwo.