Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-09-13 11:51:12
TP SA postanowiła właśnie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zarobić dodatkowo na klientach intensywnie korzystających z szerokopasmowego internetu i powstrzymać masowy proceder dzielenia łączy – czytamy w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".
Na początku tego roku pojawił się limit transferu danych w najtańszej, ale i najwolniejszej ofercie Neostrady o prędkości 128 kb/s, a niedługo potem w wersji pośredniej - 320 kb/s. We wrześniu padł ostatni bastion nieskrępowanego korzystania z sieci - opcja dotąd najszybsza - 640 kb/s. I to przy okazji całkiem zbożnego zwiększenia szybkości transferu w każdej z ofert Neostrady, z której korzysta już 350 tys. klientów. Wszystkich nowych użytkowników obowiązuje odtąd limit 5 gigabajtów miesięcznie (w promocji do końca roku 5-15 GB w zależności od wersji), który w ekstremalnej sytuacji starcza raptem na kilkanaście godzin korzystania z sieci, np. ściągnięcie siedmiu filmów. Potem szybkość łącza gwałtownie spada do 32 kb/s, czyli poniżej parametrów dostępu modemowego. Rzeka zamienia się w strumyczek. Za dodatkowy transfer trzeba będzie dopłacać. Ile? Nieoficjalnie wiadomo, że ma to być koszt rzędu 10 zł za gigabajt. Bez wątpienia to świetny pomysł na zwiększenie przychodów TP SA i ukryta podwyżka cen dla części użytkowników – informuje dziennik.
Gazeta podkreśla, że 65 procent klientów najszybszej wersji Neostrady nie przekracza limitu.
Limity TP SA mają zapobiec "sprzecznemu z regulaminem Neostrady TP tworzeniu lokalnych sieci". Chodzi o to, że wielu klientów dzieli swoje łącze, np. z sąsiadami z bloku, by zaoszczędzić na abonamencie. Według TP SA robi tak 20-25 proc. klientów, a według niektórych danych - nawet połowa. Inny cel operatora to skłonienie "ssaczy" do przejścia na droższe, biznesowe usługi dostępu do sieci (Internet DSL). Problem w tym, że abonament w wersji analogicznej do najszybszej Neostrady kosztuje już nie 150 zł, ale 250 zł. Teraz ssać będzie już tylko TP SA.