Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-09-08 10:53:54
Sieci telefonii trzeciej generacji UMTS rozwijają się nie dzięki multimediom, jak zakładano, ale dzięki zwykłym, tanim połączeniom głosowym. Rynek masowy dla nowej technologii w Europie pojawi się w przyszłym roku, zaś w Polsce dopiero dwa lata później.
Komórka trzeciej generacji jest bardziej "terminalem multimedialnym" niż telefonem. Rozmowy wideo, wyrafinowane gry sieciowe, przesyłanie zdjęć, ściąganie dużych plików z internetu, np. z muzyką, czy oglądanie filmów umożliwia transmisja danych z prędkością sięgającą 384 kb/s, a w idealnych warunkach - nawet 2 MB/s. Co więcej, można korzystać jednocześnie z kilku usług.
Według danych przedstawionych we wtorek przez analityka Gartnera Jasona Chapmana liczba użytkowników UMTS do końca tego roku wyniesie 11 mln (inna firma badawcza Ovum prognozuje, że będzie ich 15 mln).
Zdaniem Chapmana wprowadzanie sieci UMTS niesie spore niespodzianki. Jako pierwsza "próbę ogniową" przeszła firma z Hongkongu Hutchison Whampoa. Uruchamiając na początku ub.r. w Wielkiej Brytanii i we Włoszech pierwsze komercyjne sieć UMTS w Europie pod marką "3", zakładała, że zasilą je głównie biznesmeni. Tymczasem upodobała je sobie młodzież.
Fałszywe okazało się też założenie, że telefony UMTS będą sprzedawane bez konieczności subsydiowania - firma musi to robić podobnie jak operatorzy GSM.
Najważniejsze jednak, że zamiast multimediami firma UMTS podbija rynek zwykłymi, ale tańszymi połączeniami telefonicznymi. Np. na rynku brytyjskim konkurencyjna sieć Orange ma z transmisji danych 17 proc. swoich przychodów, sieć O2 - 21 proc., a "3" - tylko 14 proc. Ale Hutchison nie powinien narzekać: średni miesięczny przychód od klienta tzw. ARPU wynosi w jego sieci najwięcej na Wyspach - 43 funty (76 dol.). Wszystkie jego sieci UMTS mają już ponad 3,2 mln użytkowników.
Chapman zauważa też, że operatorzy nie wprowadzają nowych usług dla sieci UMTS, tylko rozwijają te znane w sieciach GSM. Np. Vodafone przeniósł na nową platformę pakiet usług multimedialnych Live.