Nawet trzy tysiące złotych dopisanych do comiesięcznych rachunków telefonicznych znalazły osoby łączące się z Internetem za pośrednictwem modemów. A wszystko dlatego, że ich komputery "same" dzwoniły pod numery na egzotycznych wyspach.
Sprawą zajął się Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty. - Ostatnio wiele osób skarżyło się na wysokość rachunków za połączenia internetowe - mówi Jacek Strzałkowski, rzecznik prasowy URTiP. - Na billingach odnajdywali połączenia z wyspami św. Tomasza i wyspami Cooka, na łączną sumę wahającą się od 200 zł do 3 tys. zł. Żaden ze skarżących nigdy tam nie dzwonił.
Winne okazały się dialery - programy znajdujące się najczęściej na stronach internetowych z płatnymi treściami, instalujące się na komputerach. Przekierowują one połączenie internetowe poprzez modem telefoniczny na droższe połączenia międzynarodowe. Osoby surfujące po sieci nie są proszone o akceptację nowego połączenia, zatem nawet nie odnotują tego faktu.
Niestety, prawo nie daje krajowym regulatorom narzędzi do przeciwdziałania temu zjawisku w stosunku do firm zagranicznych. - Nie jest możliwe odnalezienie faktycznego operatora dialera ani nie jest znany schemat rozliczeń między TP SA a innymi operatorami za używanie dialerów międzynarodowych - przyznaje Strzałkowski. - Próby prześledzenia tras kilku wybranych połączeń wykazały, że sygnał opuszcza Polskę, jest kierowany np. do Oslo lub Kopenhagi, natomiast nie mamy informacji, w jaki sposób jest przekazywany dalej.
Podobne problemy miał niedawno niemiecki regulator - RegTP. Ograniczono tam maksymalny czas połączeń z wykorzystaniem dialera, a także ustalono górny limit wysokości kosztu połączenia. Wszystkie firmy korzystające z dialerów mają obowiązek rejestrowania się w specjalnej bazie danych. Ale także RegTP jest bezsilny w przypadku dialerów międzynarodowych, chociaż podobnie jak URTiP uważa, że abonenci nie powinni płacić za takie połączenia.