Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-08-27 14:54:51
Wyciąganie od ludzi pieniędzy - denerwuje się Dariusz Stefański, który zapłacił 15 zł za pełną luk "Nową książkę telefoniczną". - Nikt przecież nie musi jej kupować - odpowiada wydawca.
Książka telefoniczna jest towarem w Częstochowie bardzo poszukiwanym - ostatnia edycja Telekomunikacji Polskiej dotarła głównie do firm i nielicznych osób prywatnych, którym nie starczyło książek z poprzedniego wydania. Następna będzie dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku. Firma Loton Press z Dąbrowy Górniczej znalazła więc lukę na rynku i wydała w cenie 15 zł i 80 gr własną książkę.
- Chyba z pół roku temu przyszedł do mnie młody człowiek z pytaniem, czy chcę, by mój numer był w spisie. Powiedziałem "tak", podobnie, jak na pytanie, czy będę chciał kupić książkę. Potem się podpisałem. I tę książkę właśnie mi przyniesiono, zapłaciłem prawie 16 złotych i chyba ją wyrzucę. Nie ma w niej telefonów do połowy moich znajomych - mówi Dariusz Stefański. Jego zdaniem tytuł "Nowa książka telefoniczna" został wybrany nieprzypadkowo - by nabrać ludzi i zachęcić do kupna.
Inny Czytelnik był przekonany, że miał do czynienia z ankieterami Telekomunikacji, którzy prosili o aktualizację numerów, potrzebną do wydania nowej książki telefonicznej.
- Przecież nikt nie musi kupować książki - odpowiada na te zarzuty Marcin Sołtysik, szef Lotos Pressu z Dąbrowy Górniczej. I wyjaśnia, skąd braki w spisie: firma zdobyła numery telefonów dzięki ankieterem, którzy pukali do mieszkań. Ale mimo kilkakrotnych podejść w wielu przypadkach nikogo nie zastali. Były też osoby, które nie życzyły sobie umieszczenia w spisie.
- W książce jest około 70 procent abonentów Częstochowy i okolic - twierdzi Marcin Sołtysik.
W redakcji oszacowaliśmy liczbę abonentów, których wymienia książka. Na 180 stronach znalazło się ich ok. 23 tysiące - a więc ledwie połowa z miasta i okolic.