Za udostępnienie adresu TP SA zapłaci 5 tys. zł

Telekomunikacja Polska SA zapłaci swemu klientowi 5 tys. zł za
udostępnienie jego adresu znajomej. Nie byłoby w tej sprawie może nic
specjalnego, gdyby ów inkryminowany czyn: podanie adresu, nie był wykonany
właśnie w interesie powoda.

Odesłanie źle zaadresowanego rachunku może jest rozwiązaniem. Ale gdyby
chodziło o coś poważniejszego, np. zawiadomienie o chorobie bliskiego? Czy
wtedy też odsunąć problem: nie mam adresu, co mnie to obchodzi...

Można zrozumieć, że ktoś chce z jakichś powodów rozszerzyć swą prywatność.
Ale to jedna strona medalu. Druga jest taka, że każdy pełnoletni wchodzi w
tysiące relacji: kupuje, sprzedaje, jeździ autem, może mieć wypadek. Na
każdym kroku ktoś, także nieznajomy, może doń mieć sprawę. O tych innych, o
ich interesach i po prostu ludzkich reakcjach, nie można zapominać.

Stosowanie ustawy o ochronie danych osobowych nieraz już pokazało, jak
bardzo może ona utrudnić życie. Prywatność zasługuje na ochronę - to jasne.
Trzeba też, by danych rzeczywiście prywatnych nie rozpowszechniano bez
potrzeby, co w dobie elektroniki jest tak łatwe. Ale pod ziemię człowiek
nie może się schować.

Janusz O., abonent TP SA, sprzedając mieszkanie pewnej kobiecie i
wyprowadzając się do nowego, zostawił jej numer telefonu, ale nowego adresu
nie podał. Pewnego dnia kobieta otrzymała rachunek na jego nazwisko - za
telefon już z nowego mieszkania. Zadzwoniła do niego, by odebrał rachunek,
ale on poprosił, by mu go odesłała. Tak czy inaczej, by przesłać rachunek,
trzeba znać adres. Zadzwoniła więc do Telekomunikacji, gdzie przedłożywszy
problem i prośbę, dostała adres dawnego właściciela jej mieszkania, a
powoda w tej sprawie.

Wytoczył on bowiem TP SA proces za naruszenie prywatności, żądając 20 tys.
zł zadośćuczynienia. Zadośćuczynienie, jak wiadomo, jest rekompensatą za
krzywdę natury moralnej. Tę powód widział w tym, że miał kilka głuchych
telefonów, choć kobieta nikomu innemu adresu nie przekazała, i kilka
sygnałów w domofonie, po których nikt do drzwi nie stukał. Skąd tak
szczególne uczulenie powoda na tle prywatności, nie wiadomo.

TP SA wyraziła ubolewanie, a pracownik stracił premię. Wina TP SA polegała
na tym, że jej pracownik udostępnił owej kobiecie adres powoda, który
podpisując umowę rachunku telefonicznego, zgody na "przetwarzania danych
osobowych" nie udzielił. Dlatego sąd okręgowy zasądził 5 tys. zł
zadośćuczynienia, uznając, że naruszono jego prywatność i ustawę o ochronie
danych osobowych.

Sąd apelacyjny kwotę utrzymał, choć powód domagał się cztery razy więcej,
wskazując na wymienione przykrości. - Ta kwota jest wystarczająca. Adres
dostał się w ręce tylko jednej kobiety. Miała ona zresztą telefon powoda i
działała w jego interesie - powiedziała sędzia. - Trzeba brać pod uwagę
odczucia poszkodowanego, ale trzeba je widzieć w realiach sprawy. Dodała
też, że właściwym zachowaniem było odesłanie rachunku TP SA (sygn. VI ACa
38/04).

poprzedni news nastepny news archiwum newsów wyślij link znajomemu wersja do wydruku Rzeczpospolita / PawelG / 2004-07-11 06:15:39

Komentarze:
aktualnie brak komentarzy


RSS

NASZ SKLEP
Zapraszamy na zakupy do naszego sklepu!

wejdź do sklepu