TP SA musi wypłacić odszkodowanie

Za lekceważenie klienta Telekomunikacja Polska zapłaci 14 tys. zł. odszkodowania. To dowód, że z telefonicznym molochem można wygrać, ale po długiej walce.

Pan Jacek pracuje w Komendzie Głównej Policji, ale jego rodzina mieszka w Częstochowie. - Tutaj dwa lata temu kupiłem mieszkanie. Na co dzień posługujemy się komórkami, ale przy instalowaniu internetu założyłem telefon stacjonarny. I tak zaczęła się długa i przykra przygoda z Telekomunikacją - wspomina.

Żeby zainstalować telefon, specjalnie przyjechał w dzień powszedni do Częstochowy. Wybrał łatwy do zapamiętania numer, podpisał dokumenty i wrócił do Warszawy. Dzień później skontaktowała się z nim Błękitna Linia. Dowiedział się, że musi zmienić numer, bo ten wybrany jest już zajęty. Został zaproszony do biura obsługi klienta w Częstochowie.

- Pojechałem drugi raz. Nawet nie przeprosili za wcześniejszą dezinformację, bałagan i fatygę. Numer zmieniłem. Jak za pierwszym razem, tak i teraz zaznaczyłem, że ma być zastrzeżony - opowiada policjant. Podkreśla, że miał na uwadze bezpieczeństwo bliskich, bo na co dzień zajmuje się ściganiem najpoważniejszych przestępstw narkotykowych. Jakież było jego zdziwienie, gdy na jego zastrzeżony numer dodzwoniła się osoba, z którą nie życzył sobie kontaktu. Potwierdził w informacji "913", że jest ogólnodostępny.

- Tym razem wkurzyłem się na całego. Po kilkunastu telefonach do Błękitnej Linii nie uzyskałem wyjaśnień, jak doszło do tego skandalu. Napisałem skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Uznał, że TP SA złamała przepisy - mówi.

- Zastrzeżony numer nie może być udostępniany osobom trzecim bez zgody abonenta. Jest to tajemnica komunikacyjna ujęta w przepisach ustawy telekomunikacyjnej. Jeśli zostanie złamana, klient może dochodzić odszkodowania na drodze cywilnej - mówi Iwona Czaplicka z biura prasowego GIODO.

Tak też zrobił pan Jacek. Zażądał od operatora rekompensaty. Po negocjacjach, jeszcze w połowie kwietnia, Telekomunikacja zawarła z nim ugodę i zgodziła się zapłacić 14 tys. zł. Miała czas do połowy maja. - Do dziś mój klient nie doczekał się pieniędzy. Oddał więc sprawę do sądu. W jego imieniu złożyłem pozew w piątek - mówi mecenas Rafał Hanusiak, który reprezentuje policjanta.

Zbigniew Drohobycki, rzecznik śląskiej TP SA, skąpi informacji: - Nie komentujemy spraw, które są w sądzie. A dlaczego zwlekaliśmy z wypłatą pieniędzy? Przygotuję odpowiedź na piątek.

Mecenas Jerzy Orwat, który reprezentuje TP SA, potwierdził: - Prawdą jest, że ugodę zawarto już dawno, ale poszczególne komórki Telekomunikacji nie mogły ustalić, która ma płacić. Tymczasem wszystkie mają osobne budżety. W ostatnich dniach wyjaśniło się, że płatnikiem będzie Pion Obsługi Klientów Indywidualnych w TP SA w Opolu. Pokrzywdzony policjant powinien więc niedługo otrzymać należność - mówi i dodaje: - Rozumiem jego zdenerwowanie. Przecież skarży TP SA, a nie poszczególne piony.

Próba kontaktu z dyrektorami Telekomunikacji w Opolu, Katowicach i Krakowie spełzła na niczym: - Nie udostępniamy telefonów do sekretariatów - usłyszeliśmy w informacji "913".

poprzedni news nastepny news archiwum newsów wyślij link znajomemu wersja do wydruku Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-07-09 12:28:23

Komentarze:
aktualnie brak komentarzy


RSS

NASZ SKLEP
Zapraszamy na zakupy do naszego sklepu!

wejdź do sklepu