Nokio, posuń się trochę

Szczęście drapieżcy, który upolował zbyt wielką zdobycz, trwa zwykle krótko. Zaraz inni amatorzy świeżego mięsa chcą przyłączyć się do uczty. Przeganiani wracają i w końcu wyrwą swój kawałek. Nokia najwyraźniej też musi podzielić się z innymi.

Za plecami tego największego producenta telefonów komórkowych skowycze już Samsung, oblizuje się Siemens, pochrząkuje chorowity jeszcze niedawno SonyEricsson.

Od dawna byłem ciekaw, jak długo Nokia utrzyma dominację na tym trudnym rynku i kiedy w końcu będzie musiała oddać trochę miejsca innym. Bo niezwykle trudno jest utrzymać tak dużą przewagę i odpierać ataki ze wszystkich stron - starych i nowych rywali, głównie z Azji. Być może nastąpił właśnie ten przełomowy moment.

Firma poinformowała o spadku udziału w rynku w pierwszym kwartale tego roku z 38 do 35 proc. W twierdzy Nokii, jaką jest Zachodnia Europa, spadek ten był jeszcze głębszy. Rozczarowały też wyniki finansowe: zmniejszyła się wartość sprzedaży o 2 proc. (najbardziej ucierpiał dział telefonów komórkowych - 15 proc. spadku) i zysk netto - o 16 proc. Zarząd Nokii ostrzegł, że w bieżącym kwartale wyniki też nie będą najlepsze.

Teraz mówi się dużo o arogancji firmy, która np. przywiązana do własnego stylu, nie doceniła mody na otwierane "telefony-puderniczki" i urządzenia z wbudowanymi dobrej jakości aparatami fotograficznymi. Jej produkty stały się też zbyt drogie w porównaniu z konkurencją, a mocno lansowany telefon-konsola do gier N-Gage nie zdobył popularności.

Kurs akcje Nokii zanurkował w piątek o 8 proc. (12,2 euro to najniższy poziom od 13 miesięcy), a od 7 kwietnia, kiedy firma zapowiedziała pogorszenie wyników, spadł łącznie o blisko 30 proc. Nie od dziś wiadomo, że aby zostać akcjonariuszem Nokii trzeba mieć stalowe nerwy. Pamiętam, jak w lipcu 2000 roku firma podała znakomite wyniki finansowe za drugi kwartał, ale napomknęła mimochodem o możliwości nieco wolniejszego rozwoju w kolejnych miesiącach, by kurs akcji spadł o... jedną czwartą. Ten rekordowy jednodniowy spadek wartości firmy w Europie "odchudził" portfele inwestorów o - bagatela - 60 mld dolarów.

Złe informacje na temat Nokii bardzo niepokoją Finów - na komórkowego giganta przypada bowiem jedna piąta fińskiego eksportu i połowa kapitalizacji całej giełdy w Helsinkach. Ta jedna z najbardziej znanych nazw marek pochodzi od małej rzeczki Nokia. Nad jej brzegiem w 1865 roku zbudowano drewniany młyn, który dał początek koncernowi. Na początku lat 90. firma skupiła wszystkie siły na wytwarzaniu telefonów i sprzedała działy związane z produkcją telewizorów, gumiaków i... papieru toaletowego. To był strzał w dziesiątkę. Jeszcze kilka lat temu przychody firmy rosły w niesłychanym tempie, powyżej 50 proc. rocznie. O takich czasach Nokia może już jednak zapomnieć. Trzeba przyznać, że jej kierownictwo nigdy nie traciło rezonu. Mimo słabszych wyników i, delikatnie mówiąc, sceptycyzmu analityków, podtrzymuje plan zwiększenia udziału w rynku aż do 40 proc. Przed trzema laty szef firmy i twórca jej potęgi Jorma Ollila tłumaczył swój optymizm następująco: "My, Finowie, żyjemy w surowym klimacie. Umiemy przystosowywać się do warunków, aby przetrwać". Tylko czy temperatura nie spadła już poniżej zera na bardzo długo?

poprzedni news nastepny news archiwum newsów wyślij link znajomemu wersja do wydruku Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-04-19 07:11:42

Komentarze:
aktualnie brak komentarzy


RSS

NASZ SKLEP
Zapraszamy na zakupy do naszego sklepu!

wejdź do sklepu