Dochody w drugim kwartale 2004 r. też nie będą najlepsze - ostrzegł w piątek zarząd Nokii. Czyżby koniec niepodzielongo panowania fińskiego koncernu na rynku telefonów komórkowych?
Na giełdzie w Helsinkach, na której notowane są akcje Nokii, rozpętało się istne szaleństwo. Od wielu dni akcje Nokii - których kapitalizacja to ponad połowa wartości całej giełdy - raczej spadały. Ale teraz zaczęły wręcz pikować w dół. W piątek spadły aż o siedem procent, w pewnym momencie osiągając najniższy kurs od 13 miesięcy - 12,22 euro. A wszystko dlatego, że zarząd fińskiej spółki (sprzedającej co trzeci telefon komórkowy na świecie) ogłosił, że prognoza sprzedaży na drugi kwartał br. jest - mówiąc wprost - taka sobie. Zyski koncernu zmniejszają się, ponieważ konkurenci na rynku aparatów telefonicznych wreszcie odzyskali oddech i zaczęli "podgryzać" Nokię równie dobrymi, jeśli nie lepszymi, modelami.
Udanym kontratakiem na pozycje Nokii dowodzą amerykańska Motorola oraz Samsung, które mają obecnie na rynku więcej telefonów ze średniej półki cenowej, z kolorowymi wyświetlaczami i aparatami fotograficznymi.
Analitycy rynkowi byli zgodni w ocenach. - W sposób oczywisty Nokia traci udziały w rynku - powiedział agencji Reuters Urban Ekelund, analityk grupy Redeye. Wtóruje mu Jussi Hyoty z FIM Securities: - Jest źle, i nie ma miejsc na żadne wytłumaczenia - powiedziała. Akcje rywali Nokii - Ericssona i Siemensa - w piątek szły do góry.