Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-04-09 12:09:30
Od prawie miesiąca Janusz Malinowski, przedsiębiorca z Lublińca, ma kłopoty z telefonem. Jego linię zamontowano prowizorycznie... na jeden dzień.
- Piszę listy polecone do dyrekcji - opowiada. - Do tej ich całej Błękitnej Linii dzwonię codziennie. Jakaś panienka mówi, że przyjęła zgłoszenie, ale nic to nie zmienia.
Kłopoty właściciela firmy Jamal zaczęły się już w styczniu. Telefon albo działał, albo niekoniecznie. - Przychodzili monterzy, oglądali, kiwali głowami i na tym się kończyło.
W końcu, a było to 14 marca, stwierdzili, że kabel jest uszkodzony. - Następnego dnia zrobili prowizoryczne podłączenie - opowiada Malinowski. - Mieli przyjść następnego dnia i skończyć robotę. Do dziś ich nie ma, a mnie tu kabel dynda nad głową, bo go pociągnęli przez działkę sąsiada, po płocie, przez okienko do domu wprowadzili. Co ja mam robić!?
- Sprawa jest nam znana i pracujemy nad usunięciem uszkodzenia - zapewnia Zbigniew Drohobycki, rzecznik Telekomunikacji w Katowicach. I zaczyna wyjaśnienia: w styczniu klient miał kłopoty z czymś innym - korzysta z cyfrowego łącza ISDN i ma złe zakończenie łącza.
Kłopot z kablem zaczął się 11 marca. Dlaczego ciągle nie ma normalnego połączenia? - Usunięcie uszkodzenia wymagało szeregu działań technicznych - mówi Drohobycki. - Jest zaplanowane na 9 kwietnia.
A dlaczego nikt nie powiedział Januszowi Malinowskiemu, kiedy się to stanie? - Bo system Błękitnej Linii nie jest jeszcze w stanie śledzić przebiegu realizacji zlecenia - oznajmił rzecznik.