Do Telekomunikacji Polskiej trzeba pisać listy

Katowicki szef Telekomunikacji Polskiej SA zastrzegł numer służbowego telefonu, ponieważ nie mógł opędzić się od klientów narzekających na Błękitną Linię.

Błękitna Linia miała ułatwić abonentom życie, ale jest odwrotnie. Zgłaszane pod numeru 9393 zlecenia i reklamacje znikają jak w czarnej dziurze. - Zamówiłem taryfę "bezpłatne weekendy i wieczory" - mówi Marek Czarnecki. - W tych porach dzwoni się za darmo, ale kosztem wyższego abonamentu. Po dwóch tygodniach Telekomunikacja automatycznie przekierowała połączenia na operatora Tele2. Nie mam z nim umowy, więc z domowego aparatu nigdzie nie mogę dzwonić, a wciąż płacę wyższy abonament.

Czarnecki wydzwania co kilka dni do Błękitnej Linii. - Przyznają, że to pomyłka, ale od przeszło miesiąca niczego nie zrobili - mówi. Zdesperowany wykręcił więc 913 i poprosił o numer do dyrektora TP SA w Katowicach.

- Nie mogę go panu podać - usłyszał od telefonistki.

- To prawda - tłumaczy rzecznik TP SA w Katowicach Zbigniew Drohobycki, którego zapytaliśmy, dlaczego numer telefonu sekretariatu dyrektora jest tajemnicą. - Nasi menedżerowie mają ważniejsze zadania, niż wysłuchiwanie reklamacji. Po to właśnie stworzyliśmy Błękitną Linię, by załatwiała sprawy naszych klientów. Gdyby dyrektor co chwilę odbierał telefony, nie miałby czasu zajmować się na przykład usprawnieniem pracy Błękitnej Linii.

- Ależ ona jest właśnie niesprawna. Co ma zrobić klient, któremu Błękitna Linia nie jest w stanie załatwić prostej reklamacji? - pytamy.

- Wysłać list do naszej firmy, najlepiej polecony - odpowiada Drohobycki.

poprzedni news nastepny news archiwum newsów wyślij link znajomemu wersja do wydruku Gazeta Wyborcza / PawelG / 2004-03-24 09:06:41

Komentarze:
aktualnie brak komentarzy


RSS

NASZ SKLEP
Zapraszamy na zakupy do naszego sklepu!

wejdź do sklepu