Rozmowy telefoniczne w Niemczech w ostatnich latach bardzo staniały, a to dzięki konkurencji i dopuszczeniu na rynek prywatnych operatorów.
Na niemieckim rynku telefonii dokonała się prawdziwa rewolucja. Złożenie świątecznych życzeń i 10-minutowa rozmowa ze znajomym w Wielkiej Brytanii, Szwecji czy we Włoszech kosztuje u prywatnego operatora około 20 centów.
Deutsche Telekom, czyli Niemiecka Telekomunikacja, policzyłaby sobie za takie połączenie ponad sześć razy więcej - euro dwadzieścia kilka centów. Do Polski można telefonować, za pośrednictwem jednej z firm prywatnych, nawet za niecałe cztery centy za minutę. Telekomowi trudno sprostać takiej konkurencji.
Liberalizacja na niemieckim rynku telefonii rozpoczęła się w 1998 roku i stale się poszerzała. Telekom usiłował wynajmować prywatnym firmom łącza, na które byli zdani, po horrendalnych cenach, ale ta próba zachowania monopolistycznych korzyści szybko spaliła na panewce. Nie dopuścił do tego nowo utworzony Urząd Regulacyjny do spraw Telekomunikacji i Poczty, podlegający ministerstwu gospodarki. Nakazał, by Telekom odstępował łącza prywatnym operatorom po cenach umiarkowanych, nie zakłócających konkurencji. Skorzystali na tym klienci i gospodarka państwa.