Telekomunikacja Polska wypowiedziała wojnę dłużnikom i masowo blokuje telefony. Niestety, często również klientom, którzy regularnie płacą za rachunki.
Od kilku dni dzwonią do "Gazety" zdesperowani abonenci, którym TP SA odcięła telefon. Ilu osób to dotyczy? Przedstawiciele TP SA w okręgach podają, że telefony wyłączono 1,5 proc. klientom, co oznaczałoby w skali kraju odcięcie ok. 160 tys. linii. Innego zdania jest prezes TP SA Marek Józefiak: - Chodzi o 70-80 tys. odłączeń - powiedział w piątek.
W teorii problemy dotyczą osób, które w ciągu 45 dni nie opłaciły swoich rachunków. Wówczas TP SA uniemożliwia prowadzenie tzw. rozmów wychodzących. Po 90 dniach nie można się już dodzwonić do abonenta mającego zaległości. Jak twierdzi prezes Józefiak, akcję windykacyjną zakończono już w okręgach warszawskim i krakowskim. Natomiast trwa jeszcze w pozostałych rejonach kraju.
Według nieoficjalnych informacji w Krakowie odcięto ponad 20 tys. abonentów, zaś w Warszawie liczba ta przekroczyła 30 tys. Na liście "zablokowanych" znaleźli się jednak nie tylko dłużnicy. Przyznał to sam rzecznik krakowskiego oddziału TP SA w Krakowie, który w wypowiedzi dla Radia Kraków stwierdził, że "90 proc. przypadków to osoby, które rzeczywiście zalegały z opłatami".
- Telekomunikacja odcięła mi telefon za kwotę, na którą składałam reklamację w marcu i którą sama uznała. System tego nie uwzględnił. Po kilku rozmowach z Błękitną Linią, która była ciągle zablokowana, w końcu mnie przeproszono. Po sprawdzeniu okazało się, że nie tylko nie zalegam, ale mam nadpłatę. A telefonu nie włączono mi do dziś - mówi Anna N. z Krakowa.
Akcja windykacyjna spowodowała w wielu miejscach jeszcze większe kłopoty z dodzwonieniem się na Błękitną Linię (numer 9393), gdzie klienci - po likwidacji przez TP SA biur obsługi klienta - załatwiają reklamacje i wszystkie inne sprawy w relacjach z firmą.
Pojawiły się też problemy z ponownym podłączeniem telefonów. TP SA zapewniała swoich klientów, że po przesłaniu kserokopii dowodu zapłaty telefon odblokuje w ciągu pięciu dni. Tymczasem abonenci czekają czasem ponad tydzień. - Odcięto mnie za odsetki, w sumie 12 zł. Zaległości uregulowałem w tym samym dniu, w którym zorientowałem się, że jest blokada. Kserokopię wysłałem zgodnie z poleceniem doradcy z Błękitnej Linii, a telefon jak milczał, tak milczy. Już dziesiąty dzień - twierdzi Jan Mikruta z Nowego Sącza.
- Dlaczego traktują mnie jak oszusta i złodzieja, choć od wielu lat płacę regularnie za wszystkie usługi? Dlaczego za bałagan w dziale windykacji mam odpowiadać ja, pozbawiona telefonu, dostępu do internetu i poczty elektronicznej? - pyta Barbara Kawecka-Zygadło z Warszawy, której rachunki pokrywa bank.
Dopiero po kilkukrotnych interwencjach w Błękitnej Linii dowiedziała się, że zalega za dwa rachunki sprzed pół roku. W banku ustaliła, że jeden jest opłacony w terminie, drugiego zaś nie przysłała TP SA. Choć nasza czytelniczka dawno go uregulowała, a potwierdzenie wpłaty wysłała faksem, jej telefon milczy do dziś.
Co na to Telekomunikacja? Rzecznik TP SA Barbara Górska twierdzi, że "przy takiej liczbie blokad trudno ustrzec się błędów". - Grudniowe odłączenia to skutek przejścia na nowy system obsługi klienta, do którego nadal się przyzwyczajamy i z którym oswajają się abonenci. Ponieważ operacja była tak duża w poprzednich miesiącach, nie mieliśmy głowy do windykacji. Stąd taka skala blokad. Doszło do pewnego spiętrzenia - twierdzi rzecznik.
Czy to uspokoi tych, którzy czekają na włączenie telefonów? Raczej nie. Tym bardziej że rzecznik TP SA nie deklaruje, kiedy opanują lawinę zgłoszeń z prośbą o zniesienie blokady. - Kłopoty pewnie jeszcze jakiś czas potrwają. Trudno jednak współczuć tym, którzy zalegają z płatnościami kilka miesięcy, a żądają od nas natychmiastowej reakcji - odpowiada rzecznik.