GSMphone.pl
Twój wortal technologii GSM

Darmowe gadanie

Newsweek / PawelG / 2003-10-19 10:54:13

Mieszkańcy podrzeszowskich gmin nie mogli się doczekać inwestycji Telekomunikacji Polskiej, więc sami złamali jej monopol.

W okolicach Tyczyna nikt się nie dziwi, że rolnik po wieczornym pojeniu krów siada w domu przed monitorem komputera i wysła e-mail do urzędu lub surfuje po Internecie. Albo gdy przez dwie godziny wisi na słuchawce telefonu, choć do szczególnie zamożnych nie należy. Cud? Nie. Mieszkańcy kilku rolniczych gmin z okolic Rzeszowa, zorientowawszy się, że na ich terenach jeszcze długo nikt poza sołtysem nie będzie miał telefonu, założyli telefoniczne spółdzielnie na wzór amerykańskich. Dziś mają nie tylko darmowe telefony, ale również Internet i kablówkę dużo tańsze niż miastowi.

Wielu mieszkańców polskiej wsi może tylko marzyć o własnym telefonie czy dostępie do sieci, bo Telekomunikacja Polska i inni operatorzy niezbyt chętnie inwestują tam, gdzie nie da się szybko zarobić. Co widać w statystykach: gdy na stu mieszkańców miast przypada 36,7 łącza telefonicznego, na wsi tylko 18,2. Gdy brakuje telefonów, marzeniem pozostaje także dostęp do Internetu. Faktyczny monopol TP SA powoduje, że u nas ceny za korzystanie z wirtualnej sieci należą do najwyższych w Europie. W dodatku rząd ogłosił chęć podwyższenia podatku VAT na Internet z 7 do 22 procent. Na szczęście próbuje się z tego wycofać, ale o zniesieniu monopolu TP SA dalej nikt nie myśli. Jednak znaleźli się tacy, którzy sami poradzili sobie z krajowym potentatem.

- Kiedy zaczynaliśmy działalność, w gminach Tyczyn, Hyżne, Chmielnik i Błażowa były nieliczne telefony, łączone na korbkę. Nie interesowała się nami Telekomunikacja, a prawie każdy chciał mieć telefon i gotów był za niego sporo zapłacić. Nie chcieliśmy dłużej czekać - mówi Stanisław Kruczek, dziś prezes Okręgowej Spółdzielni Telefonicznej w Tyczynie.
Tyczynianom przyszło do głowy, że zamiast czekać na łaskę Telekomunikacji, warto spróbować pójść tropem amerykańskich farmerów, którzy założyli spółdzielnie telefoniczne. W Ameryce działa ich ponad 2 tysiące. Powołano je na słabo zaludnionych terenach, gdzie wielkim firmom telekomunikacyjnym nie opłaca się inwestować. Władze federalne wspierają finansowo spółdzielnie i to w dodatku za pieniądze firm telekomunikacyjnych - operatorzy, nie chcący inwestować na terenach wiejskich, płacą specjalną składkę.

Mieszkańcy podrzeszowskich gmin, którzy założyli podobną spółdzielnię, szybko przekonali się, że Polska to nie Ameryka. Sami, bez pomocy państwa, zaczęli kopać rowy, stawiać słupy i kłaść kable. Władze gminy dały pieniądze na centralę, a na resztę wzięli kredyty z banku i z Funduszu Rozwoju Polskiej Wsi. Kilku rolników poręczyło kredyty własnymi gospodarstwami.
Najwięcej kłopotów sprawiły im jednak biurokratyczne przepychanki. Podpisanie umowy o wzajemnych rozliczeniach z Telekomunikacją Polską było drogą przez mękę. Nikomu wcześniej to się nie udało. Do tej pory utworzone przez gminy sieci telekomunikacyjne przekazywano nieodpłatnie do TP SA. Podrzeszowscy spółdzielcy uparli się jednak, że sami będą zarządzać siecią.

- W Telekomunikacji mówili, że nie podołamy, że to dla nas za kosztowne - wspomina Kruczek. W końcu po dwóch latach udało się, Okręgowa Spółdzielnia Telefoniczna zawarła z TP SA umowę o wzajemnych rozliczeniach, łamiąc tym samym jej dotychczasowy monopol. - Kiedy patrzę na gminy, które wybudowały własnym sumptem sieci telefoniczne, a potem je przekazały Telekomunikacji, to wiem, że nie popełniliśmy błędu, bo krajowy monopolista dyktuje im teraz swoje ceny - dodaje Kruczek.

W Tyczynie zaś taryfy za rozmowy lokalne są zerowe. Koszt połączeń jest bowiem wliczony w abonament, który z VAT wynosi 36,6 zł. Tyle samo co abonament (już bez kosztu połączeń lokalnych rzecz jasna) TP SA, zwany "niedrogim". Wiejscy spółdzielcy płacą jedynie za rozmowy międzymiastowe i międzynarodowe. Ale to nie koniec. Internet kosztuje ich pięciokrotnie taniej niż w TP SA, bo 0,35 zł za impuls naliczany co 15 minut.

Byli też pierwsi, którzy w województwie położyli światłowód, dzięki czemu we wszystkich szkołach są darmowe łącza do Internetu. Stworzenie pracowni komputerowych w szkołach spowodowało, że dzieci zaczęły namawiać rodziców na zainstalowanie komputera w domu. - Dziś w gminie na 9 tysięcy abonentów ponad 1,5 tys. jest podłączonych do taniego Internetu - mówi, nie kryjąc radości, Kruczek. Wie też, że nawet gdyby rząd wprowadził wyższy podatek na Internet, to spółdzielcy płaciliby mniej niż internauci podłączeni do TP SA.

Ale szczególnym powodem do dumy pozostaje telefoniczny nadzór kardiologiczny. Polega na tym, że każdy spółdzielca może poprosić o przydzielenie mu specjalnego aparatu, który umożliwia dokonanie przez telefon badania rytmu serca, a nawet całego zapisu EKG.
Jak to możliwe, ze oferując darmowe rozmowy, tańsze niż w TP SA abonamenty i do tego tani Internet, wiejskie spółdzielnie mimo wszystko wychodzą na swoje? - Bo tniemy koszty, gdzie się da - mówi Kruczek. - To, co możemy, robimy sami. Na 40 pracowników tyczyńskiej OST połowa to monterzy.

Choć spółdzielcy mają prawo do udziału w zyskach, które wypracowuje spółdzielnia, to nikt z tego nie korzysta, godząc się, by pieniądze szły na dalsze inwestycje. Zależy im na rozwoju spółdzielni, tym bardziej że to coś więcej niż firma. To również organizacja wzajemnej pomocy. - Jeżeli któryś spółdzielca ma problemy, dajmy na to spaliła mu się stodoła lub ciężko zachorował, możemy go wspomóc finansowo - wylicza Kruczek.
Dzisiaj do Tyczyna przyjeżdżają z Zachodu delegacje wiejskich działaczy samorządowych, żeby podpatrzyć, jak się zakłada takie spółdzielnie. - Gdy przyjechali z Anglii, to nadziwić się nie mogli, że u nas na wsi ludzie mają szerokopasmowe internetowe łącza DSL, bo u nich mogą o tym tylko marzyć - mówi z dumą prezes OST.

Tyczyńska spółdzielnia jest już znana na całym świecie. Dowodzi tego przyjęcie jej do Amerykańskiego Zrzeszenia Spółdzielni Telefonicznych (NTCA). Była to pierwsza zagraniczna spółdzielnia przyjęta przez amerykańskie zrzeszenie.

Mimo wielkiego sukcesu spółdzielcy z Tyczyna to przykład rzadko naśladowany w Polsce. - Telefonia lokalna słabo się rozwija, bo wiele oddolnych inicjatyw jest uśmiercanych przez niechętnych, a często wręcz wrogo nastawionych urzędników i szefów TP SA - mówi Andrzej Piotrowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha.
Gdyby lokalne inicjatywy państwo chroniło tak, jak to się dzieje w USA, tyczyńska spółdzielnia nie byłaby wyjątkiem na telekomunikacyjnej mapie kraju. Rząd jednak nie ma głowy do popierania tych, którym "chce się chcieć".

adres: www.gsmphone.pl
kontakt email: info@gsmphone.pl